„Pięknej kobiecie trzeba czasami wybaczyć…”*

W miniony weekend szczecińska publiczność miała kolejną okazję do bycia gościem u pewnej Hrabiny. A konkretniej- „Hrabiny Maricy”. Wszystko dzięki Imre Kalmanowi i jego niezwykłej operetce, „szlagierowej” propozycji Opery na Zamku, która znów pojawiła się na operowej scenie. Tym razem w dwóch, mocno kontrastujących ze sobą, obsadach.

Jak to zwykle w przypadku Maricy bywa- sala wyprzedana do ostatniego miejsca. Ta dynamiczna i wyrazista Hrabina przyciąga do Opery wiele osób, często dopiero zaczynających swoją przygodę ze światem muzyki operowej, spodziewających się nieco lżejszej i chwytliwej muzyki, jak też ciekawego, kolorowego „obrazka” na scenie. A ta Marica taka jest. Mimo reżyserii, która mocno odbiega od pierwotnego pomysłu Kalmana. Publiczność lubi tego typu spektakle. Zwłaszcza jeśli obsada rozumie wizję reżysera.

Było tak w przypadku spektaklu sobotniego. Kiedy to Hrabina Marica (Joanna Tylkowska- Drożdż), skradła serca publiczności. Postać kreowana przez solistkę była ekspresyjna. Intonacja poszczególnych fraz, także w rejestrach mówionych, przywodziła na myśl wizję prawdziwej Hrabiny. Tym sposobem na scenie była Marica, momentami nieco wyniosła, pełna złości i żalu, w następnej chwili empatyczna i opiekuńcza. Widać było, że śpiewaczka rozumie postać, którą przedstawia. Podobnie było w przypadku Hrabiego Tassilo (Paweł Wolski). Rola wykreowana przez Wolskiego była dość realistyczna, wokalnie- ciekawe, nieco lżejsze góry, niż w przypadku ostatniego spektaklu i przyjemne brzmienie średnich rejestrów. Również partie mówione wykonane były z zaangażowaniem i dużą starannością. Zarówno aria Maricy Gdy cygańska piosnka płacze, jak i słynne Graj, cyganie, w wykonaniu Tassilo, brzmiały naprawdę dobrze. Scena złości Maricy, z drugiego aktu, była najsilniejszym punktem spektaklu. Popis sopranu, we wszystkich rejestrach. Do tego dużo emocji. To wykonanie szczególnie spodobało się publiczności i zdobyło dużą porcję braw.

Hrabina_Marica_hofman_1024

Nieco inaczej było w przypadku drugiego spektaklu. Kiedy to Maricy (Urszula Romaszko- Piwnicka) zabrakło jej „hrabiostwa”. Hrabina była momentami, bez wyrazu, miało się wrażenie, że śpiewaczka nieco gubi się w roli, nie do końca rozumiejąc wizję reżyserki. Wokalnie również było inaczej. Ta Marica była bardziej krzykliwa i jednocześnie dość statyczna. Mimo to, publiczność przyjęła ją dość ciepło. Różnicę robił także tekst libretta, który brzmiał zupełnie inaczej. Tassilo (Hubert Stolarski), początkowo wydawał się być dość spiętym, jednak w miarę upływu spektaklu, gra tenora stała się swobodna i przekonała do siebie publiczność. W przypadku drugiego przedstawienia pojawił się również problem ze zrozumieniem tekstu poszczególnych arii.

12274704_983832678341895_8513254042763603934_n

„Elementem” wspólnym dla obu spektakli był duet Liza (Ewa Olszewska) i Baron Koloman Żupan (Piotr Zgorzelski). Postaci przez nich kreowane wniosły dużo humoru i lekkości do przedstawień. W przypadku drugiego, to właśnie one zyskały największy aplauz publiczności. Ciekawą stroną obydwu przedstawień był również balet. Pojawiło się także stepowanie, które zaskoczyło melomanów.

NAT_1212-50-900-700-80

W tym przypadku widać było, jak istotny wpływ na przekazanie reżyserskiej wizji mają soliści. Mieliśmy tu do czynienia z dwoma, zupełnie różniącymi się od siebie przedstawieniami. Miało się momentami wrażenie, że operetkę wyreżyserowały dwie różne osoby. Jedna- spektakl sobotni, druga- niedzielny. Końcowe owacje na stojąco po pierwszym spektaklu, świadczyły o tym, że to ta wersja podobała się bardziej. Jedno jest pewne- w ten weekend na scenie Opery na Zamku istniały, mimo tej samej reżyserii, kostiumów i scenografii, dwie bardzo różne Marice.

* „… drobne kaprysy”-  słowa tytułowej Maricy.

fot.: M. Hofman i W. Piątek

O autorze

avatar

Katarzyna

Moją największą pasją są ludzie i muzyka. Interesuje mnie opera i świat sopranów, koloratur, mezzo i altów. Ciągle na nowo odkrywam uroki szczecińskiej Opery na Zamku i poznaję nową Filharmonię. Ważni są dla mnie ludzie i ich problemy. Bardzo lubię słuchać, ale też i dzielić się wrażeniami, dyskutować, przybliżać innym moje pasje i poznawać ich punkt widzenia. Szczecin jest moim miastem. Mimo wielu wad ma też swoje zalety. Może nie jest ośrodkiem kulturalnym na mapie Polski (jeszcze), ale się stara. Potrafi mnie zaskakiwać i uczy cierpliwości. Chciałabym pokazać Wam jego (być może) mniej znaną- muzyczną stronę:)