Walentynkowy Napój Miłosny

Kiedy zagrać jedną z najsłynniejszych oper belcanta, spod pióra Donizettiego, o jakże wymownym tytule Napój miłosny, jak nie na walentynki? To był bardzo oryginalny Napój… W dość specyficznej, bliskiej współczesności reżyserii. Czy się podobał? I tak i nie. To zależy jak na to wszystko patrzeć. Właśnie- czy patrzeć czy słuchać…? A może jedno i drugie?

Libretto „Napoju Miłosnego”, jak najbardziej adekwatne do dnia. Biedny Nemorino, zakochany w Adinie kupuje, w desperacji, od doktora Dulcamary , miłosny eliksir, który ma sprawić, że jego wybranka się w nim zakocha. Ów napój okazuje się być zwykłym winem. Mimo to Nemorino, zdobywa serca innych kobiet (bo odziedziczył spadek po wuju, o czym wiedzą wszyscy tylko nie on), ślepo wierząc w działanie eliksiru. Chcąc zdobyć względy Adiny, powstrzymać ją od małżeństwa z sierżantem Belcore, wstępuje do wojska, bo brakuje mu pieniędzy na kolejną butelkę „mikstury”. Adina, ostatecznie,widząc jego szczere uczucie i poświęcenie, wyznaje mu miłość. Ku uciesze Dulcamary, który wychwala działanie swojego „napoju miłosnego”.

Szczecińska wersja opery Donizettiego, w reżyserii Jitki Stokalskiej zaskakuje swoją współczesnością. Sztuczna trawa na scenie, wiszące na sznurach pranie, rakieta tenisowa, replika Forda z 1914 roku.. A w tym wszystkim delikatne belcanto… Ostatni spektakl pokazał mocne (i te nieco słabsze) strony szczecińskiego zespołu. Orkiestra pod batutą Vladimira Kiradjieva grała z dużym zaangażowaniem. Dyrygent zwracał uwagę na zmiany w dynamice opery, umiejętnie prowadząc główne motywy. Widać było, że rozumie ideę Donizettiego i potrafi ją przekazać. Starali się o to również soliści. Dulcamara w wykonaniu Janusza Lewandowskiego był przekonującym, sprytnym doktorem, który wierzył w moc swojego napoju. Jego duet z Adiną, podobnie jak sama aria Dulcamary, brzmiał ciekawie i miał dobre tempo. Tomasz Łuczak, jako Belcore stworzył dynamiczną postać, wprowadzając elementy komizmu, co spodobało się publiczności. W arii „Come Paride vezzoso” pokazał pewne, barytonowe brzmienie. Widać było, że śpiewak „czuje” i rozumie graną przez siebie postać. A skoro o rozumieniu postaci mowa to należy przywołać tu Adinę, a konkretniej- Joannę Tylkowską-Drożdż, w tej roli. Niewątpliwie spektakl należał do niej. Melomani mogli usłyszeć piękne brzmienie sopranu, w technice belcanto. Co oznaczało, m.in. długie, świadomie prowadzone frazy, dużo ornamentacji i ciekawe zmiany dynamiki. Kwintesencją tego była aria „prendi, per me sei libero”, wykonana w sposób zakrawający o Donizettiowski ideał. Dodając do tego grę aktorską, można było obserwować pełną emocji i energii Adinę, kokietującą, współczującą i wreszcie- kochającą Nemorina. Zadania stworzenia tej postaci podjął się, z kolei, Felipe Alonso Céspedes Sánchez. To do niego należało wykonanie m.in. jednej z najsłynniejszych tenorowych arii- „una furtiva lagrima”. Jednak wykonanie to dalekie było od perfekcji (w przeciwieństwie do, grającej wówczas główną rolę, harfy). Głos tenora nie był tak silny, jak te pozostałych solistów, przez co często „ginął” na scenie. Aktorsko, stworzył on, faktycznie, biednego Nemorina („życiową sierotę”), który, przez większość czasu, skupiony był tylko na butelce z miłosnym eliksirem… Całości opery dopełniał chór, który wprowadził dużo pozytywnych emocji, nadając równocześnie dynamikę, co spodobało się melomanom.

IMG_6792_2-134-900-700-80

Na walentynkowym spektaklu były momenty kiedy na sali zapadała cisza, brakowało reakcji na poszczególne sceny, arie. Miało się wrażenie, że publiczność nie do końca wie kiedy (i czy) można reagować. Chwilami słychać było nieśmiały śmiech na „weselsze” fragmenty Napoju, momentami- nieśmiałe brawa (jak przy duecie Dulcamara- Adina). A szkoda, bo niektóre partie były naprawdę ciekawe i wykonane na dobrym poziomie. We Foyer dało się usłyszeć różne opinie dotyczące tej reżyserii i obsady szczecińskiego Napoju. Niektórym brakowało Nemorino, większość wychwalała pozostałych solistów, część zwracała uwagę na nie do końca zrozumiałą i „adekwatną” reżyserię… Mimo wszystko spektakl został dość ciepło przyjęty przez publiczność, która, finalnie dała wyraz swoim emocjom na końcowych owacjach.

fot.: W. Piątek

O autorze

avatar

Katarzyna

Moją największą pasją są ludzie i muzyka. Interesuje mnie opera i świat sopranów, koloratur, mezzo i altów. Ciągle na nowo odkrywam uroki szczecińskiej Opery na Zamku i poznaję nową Filharmonię. Ważni są dla mnie ludzie i ich problemy. Bardzo lubię słuchać, ale też i dzielić się wrażeniami, dyskutować, przybliżać innym moje pasje i poznawać ich punkt widzenia. Szczecin jest moim miastem. Mimo wielu wad ma też swoje zalety. Może nie jest ośrodkiem kulturalnym na mapie Polski (jeszcze), ale się stara. Potrafi mnie zaskakiwać i uczy cierpliwości. Chciałabym pokazać Wam jego (być może) mniej znaną- muzyczną stronę:)