Wilki Morskie w sezonie 2014/2015 TL;DR

To jest tak, że chyba nikomu z nas, za pierwszym razem nie udał się dwutakt. Podobnie Wilkom Morskim no nie wyszedł udanie ten pierwszy sezon w Tauron Basket Lidze.  Mam nadzieję, że doświadczenie jakie zdobyli zaowocuje w przyszłości czymś naprawdę wielkim. I choć w sektorze B3, w rzędzie trzecim, na przemian na miejscu 7 i 8 nie raz czułem wielki zawód. To z perspektywy czasu cieszę się z tego, że mogłem te mecze oglądać. Bo ważne, że Szczecin nie jest białą plamą na koszykarskiej mapie Polski. 

9 czerwca Polsat Sport transmitował ostatni mecz finału Tauron Basket Ligi (TBL). Jak wiadomo, grała Zielona Góra ze Zgorzelcem. Jednak w transmisji specjaliści nie raz używali słowa „Szczecin”, odmieniając je przez wiele przypadków. Mówili przede wszystkim o kibicach, którzy niespodziewanie zrobili jedną z większych frekwencji w Polsce. Ale, od początku…

Nie zaczynaliśmy od zera

Pierwsze wątpliwości przed sezonem budził skład. Bo przecież poziom rozgrywek jest zbyt wysoki, by można było w nich zobaczyć wszystkich ulubionych lokalsów. Gościa z którym od lat robisz zakupy w tym samym sklepie, albo brata dalszej znajomej. Ostatecznie jednak do składu trafili Szczecinianie: Maciej Majcherek, Radek Bojko, Karol Nowacki, ze Stargardu dołączył Karol Pytyś. Tymczasem brat dalszej znajomej został drugim trenerem. I to wbrew wszystkiemu miało ogromny sens, bo wtedy czujesz, że ta drużyna jest Twoja.

Tak jak w latach ’90 świetną robotę jeśli chodzi o popularyzację koszykówki w Polsce zrobiła telewizja. Tak wielką robotę w tym sezonie dla popularyzacji basketu w Szczecinie zrobiły social media. Od tego roku oddano promocję w rękę prawdziwych pasjonatów. Facebook, YouTube, Instagram w połączeniu z miłością do koszykówki przyciągnęły na trybuny tysiące osób. I trzeba tu powiedzieć, że nie było to łatwe zadanie. Bo wyniki, styl gry nie napawały otuchą. Ciągłe kontuzje, roszady w składzie, czy nawet dezercje zawodników na pewno w tym nie pomagały.

Ale jest z mojej strony jedno, ale… w sezonie 2012/2013 dostałem koszulkę meczową. Jarałem się nią strasznie, a kiedy ujrzałem nowe logo jej czar prysł. Serio, leży gdzieś na dnie szafy wraz z rzeczami, w  które mieściłem się zanim ten łotr metabolizm zwolnił mi po trzydziestce. Pokrótce wygląda to tak: gdyby jakaś drużyna z NBA chciała odświeżyć swój wizerunek, w ciemno może zgłaszać się do naszego człowieka.

Debiuty, nie tylko koszykarskie

Pierwsze mecze zbiegły się z kampanią samorządową. Pamiętam jednego z lokalnych polityków, który na forach pisał, że nowa hala to „bezużyteczny moloch”. Po czym wieczorem sam pojawiał się w niej na meczach Wilków. Na takie rozdwojenie jaźni nie mogą sobie pozwolić trenerzy koszykarscy, którzy za swoje słowa i działania biorą bezpośrednią odpowiedzialność. Jeden z nich, najlepiej spisujący się polski trener w TBL – Wojciech Kamiński z Rosy, podkreślał walory funkcjonalne naszej hali i życzył sobie, żeby w każdym mieście związanym z TBL mógł zaistnieć podobny obiekt. Żartował sobie nawet, że im ten obiekt bardzo pasuje, ale nie ma co się dziwić skoro wygrali wtedy 75:94. Ja również stoję po jego stronie i wbrew pierwszym obawom na hali czuję się bardzo dobrze. I nawet nie przeszkadza mi, że to nie jest obiekt dedykowany wyłącznie koszykówce. Szczególnie nie przeszkadza mi to, gdy bywam tam na koncertach, które dotychczas nas omijały.

Nowością był też doping na niespotykaną dotychczas skalę. Zachęcona działaniami klubu, bardzo szybko znalazła się grupa ludzi, która najmocniej identyfikowała się drużyną. Dla Watachy wielki szacun. Bo w mecze, w doping wkładają wielki wysiłek. Zdarte gardła i brak możliwości skupienia się na każdej akcji, to w moim odczuciu spore poświęcenie. Troszkę brakuje mi w nich takiej kibicowskiej złośliwości. No ale każdy ma swój styl. Tak jak nie każdy koszykarz musi zachowywać się jak Jerel Blassingame ze swoim trash-talkingiem.

Ja jednak tą kibicowską złośliwość lubię i dla mnie genialnym był jeden kibic, który za każdym razem gdy w naszym obiekcie za piłkę chwytał Olek Czyż, rzeczony fan krzyczał: NBA! Doping z trybun to zresztą nasza mocna strona. Nawet gdy zabrakło Watachy, Szczecin sam się zrywał, często spędzaliśmy ostatnie minuty meczu na stojąco. Tak m.in. pomogliśmy wygrać z Asseco. Sam trener Uvalin, Witek Kovalenko czy Kikowski podkreślali, że podziwiają fanów, za to, że bez względu na wynik byli ze swoją drużyną.

Zastal dwa?

Ale nie wszystko mogło być na starcie idealnie, dlatego też Wilki starały się wykorzystać doświadczenia najlepszych. Oczywiście najlepsi są w NBA, a to właśnie z nimi mecze rozgrywa Stelmet Zielona Góra.

stelmet
Źródło: zrzut ekranu z gry NBA2k15

Co prawda tylko za sprawą NBA2K15, ale nawet to świadczy o pewnej marce w koszykarskim świecie. Dlatego też dobrze wróżyło, że wśród Wilków odnalazł się dyrektor organizacyjny Stelmetu właśnie.

Dziwiło natomiast to, że drużyna strasznie walczyła o transfer Marcina Sroki. Bo sezon 2013/2014 zdecydowanie nie był jego najlepszym. A tutaj sytuacja wyglądała tak, że wszystko miało powstać w oparciu o jego osobę. Nadzieje w nim pokładane wraz z samym Sroką szybko odleciały ze Szczecina (po trzech meczach). Zawodnik ten znalazł zatrudnienie u innego beniaminka. Dokładnie w Toruniu, ale również tam, za sprawą kontuzji, nie pograł zbyt wiele.

Kolejną sprawą, która w jakiś tam sposób łączy nas z zawodnikami w zielonych strojach był trener. Konkretnie Mihailo Uvalin, który dołączył do nas w połowie sezonu. To z nim Stelemt odnosił największe sukcesy.

Taki najbardziej popularny wśród koszykarskich kibiców portal informacyjny to chyba sportowefakty.pl. Po niektórych meczach pęka on w szwach od komentarzy, opinii, dyskusji kibiców. To właśnie na tym portalu od dłuższego czasu toczył się spór o to, czy Uvalin dobrym trenerem jest, czy tylko szczęśliwie w Stelmecie trafił na genialnych zawodników. Jego praca w Szczecinie stała się dla wielu dobrą okazją, by temat ten ostatecznie zamknąć.

Jednak jak to klasycznie bywa przy internetowych sporach, mimo słabych wyników naszej drużyny tematu tego nie da się jednoznacznie zakończyć. Ja sam za to, że Uvalin odniesie sukces dałbym sobie odciąć rękę. No i dziś nie miałbym ręki. Mimo to nadal bardzo go cenię. Bo pewne jest to, że Uvalin to człowiek szalenie inteligentny, który zna swoją wartość. Odkąd pojawiał się w Szczecinie, chyba z jeszcze większą niecierpliwością niż na mecze, czekałem na relacje z konferencji prasowych.

Uvalina cenię za to, że miał odwagę mówić o sytuacji w drużynie bez owijania w bawełnę:

To, co możemy zmieniać, to przede wszystkim nasze nastawienie, podejście do meczu i mentalność. We wcześniejszych meczach, gdy objąłem ten zespół, graliśmy jak amatorzy, jak turyści. Przychodziliśmy na treningi jak grupka znajomych, która spotkała się, by pograć w koszykówkę hobbystycznie.”

Wieloma ludźmi wstrząsnął i wskazał kierunek na profesjonalną koszykówkę. Cenię go za to, że dawał minuty Fliegerowi, że ściągnął Urosa Nikolicia. Na pewno stanął przed bardzo trudnym zadaniem, ale jak sam często powtarzał:

„But this is live”

No i tym razem live pokazał Uvalinowi, że czasami bywa po prostu nie do ogrania.

Koszykarsko-turystyczne biuro podróży

W myśl wyżej przytoczonego cytatu, to Uvalin o tej drużynie po raz pierwszy mówił w turystycznym kontekście. Później mówiono tak, ze względu na mnogość transferów. I trzeba przyznać, że mówiono bardzo śmiesznie:

biuro podrozy
Źródło: Twitter

Jednak sytuacja była poważna. Szczególnie, gdy sportowe fakty podały niemałą sumę, jaką Wilki przeznaczyły na licencje nowych zawodników. Stosunek miejsca, które zajęliśmy w tabeli do tych wydatków wypadł bardzo słabo. Jednak w moim odczuciu to nie była sytuacja w stylu: za hajs matki baluj. To były czyjeś pieniądze. Najczęściej prywatnych sponsorów i bez cienia wątpliwości z nimi to było ustalane. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Mogliśmy szukać wyjścia z trudnej sytuacji i szukać dla siebie jak najlepszego miejsca, albo od razu spisać sezon na straty. Czy przy drugiej opcji pojawiłabyś/pojawiłbyś się na meczach?

Nie bez znaczenia w całym tym zamieszaniu były przyczyny niezależne od klubu. Mam na myśli głównie kontuzje, których pojawiło się wiele. Jednak w tym miejscu należy zadać pytanie, czy gdzieś po drodze, w okresie przygotowawczym do sezonu nie pojawiły się zaniedbania, których efektem były właśnie kontuzje. Pamiętam kibiców, którzy już w trakcie Memoriału im. Romana Wysockiego (wrzesień) wskazywali na różnicę w rozgrzewce Wilków i Polpharmy. W oczy rzucał się brak osoby od przygotowania motorycznego. Wtedy odebrałem to jako zwykły hejt, dziś mądrzejszy, muszę przyznać, że były to mądre słowa. Czy ta różnica wpłynęła na kontuzje, tego ostatecznie nie jestem w stanie stwierdzić. Jednak cała ta sytuacja daje do myślenia.

O samych „turystach” słów kilka

Obok kapitana, Maćka Majcherka jednym z pierwszych zakontraktowanych graczy był Paweł Kikowski. Mówiono, że będzie ważnym ogniwem, ale bez większego nadęcia jak w przypadku Sroki. Paweł przed tym sezonem miał sporo do udowodnienia. I z okazji tej skorzystał.  Jako jeden z nielicznych w Wilkach trzymał równy poziom, zawsze skromny i uśmiechnięty. Zasłużył sobie na sympatię kibiców. Moją szczególnie. Mam nadzieję, że jego dwuletni kontrakt z Wilkami będzie kontynuowany.

Co do sympatii kibiców to chyba najwięcej zagarnął jej Darell Hariis. Szalenie pozytywny i medialny człowiek. To chyba o tym czymś co ma Darell, mówił Bolec w Chłopaki nie płaczą, kiedy mówił, że polskim chłopakom brakuje luzu. Darellowi zupełnie go nie brakuje. Udowodnił to nie raz, wcielając się przed kamerą w rolę reportera czy trenera. No ale to nie tak, że był on youtuberem wyłącznie. Pokazał się również jako solidny zawodnik strefy podkoszowej. Notabene najlepiej zbierający zawodnik w lidze. Jednak jego żarty chyba nie trafiły w gust Michailo Uvalina. Tuż po objęciu przez niego sterów, Darell wyjechał do Grecji. Tam też osiągnął całkiem niezłe 8 punktów i 8 zbiórek na mecz.

Takich odejść z klubu, zupełnie niezrozumiałych z punktu widzenia kibica było więcej. Moim zdaniem całkiem nieźle w dwóch rozegranych meczach spisał się Antwain Barbour. Dołączył on do nas w trakcie sezonu. Szybko jednak opuścił klub, a zdaję się, że jako przyczynę wskazywano „problemy wychowawcze”. Tymczasem syn pierwszego trenera – Konrad, nie sprawiał problemów wychowawczych. Mimo to w trakcie sezonu trafił do Gryfa Goleniów. Po to by w końcówce sezonu ponownie uzupełnić skład Wilków. Wracając jednak do Antwaina, w kolejnym klubie osiągał on całkiem niezłe statystyki: 15.2 punktu, 3.8 zbiórek i 2 asysty na mecz. Tyle, że na drugim poziomie ligi tureckiej.

Pozytywne wrażenie robił też Dino Greggory. Zapamiętałem go jako zawodnika, który każdą akcję chciał zakończyć pakując piłkę do kosza z góry. Trafił do nas z Phoenix Hagen i w trakcie sezonu trafił do… Phoenix Hagen.

W Wilkach wielu zagrało tylko na papierze. Chociażby Paweł Mróź reprezentant I-ligowej drużyny Wilków, który przed sezonem wyjechał do Norwegii. Tam osiągnął średnią 6.8 punktu, 4.6 zbiórek i jedną asystę na mecz. Innym pierwszoligowcem, który nie zagrał w TBL był Zbyszek Białek. Niestety wykluczyła go kontuzja. Jego przyszłych losów jestem najbardziej ciekaw.

Gdzieś na początku zawitał do nas na testy JJ Mann. W bardzo fajnych słowach wypowiadał się, że kontrakt w Polsce to spełnienie marzeń. Marzenie to przerwał trener Koziorowicz, który uznał, że JJ Mann nie prezentuje „oczekiwanej jakości”. Jego osobę szybko dostrzegli działacze austriackiego Gunners Oberwart. JJ odpłacił się myślę przyzwoitymi 13,4 punktu, 4 zbiórkami i jedną asystą na mecz

Rodzina najważniejsza.

Wśród zawodników, którzy dołączyli do nas w trakcie sezonu szczególnie ceniłem sobie Mike’a Rosario. Szalenie charakterystyczna postać. Wizerunkowo to taki nasz James Harden. Koszykarsko też szło mu całkiem nieźle i widowiskowo. Aż do meczu ze Śląskiem Wrocław w Szczecinie. Gdzie osiągnął 0 na 8 z gry. Tuż po tym dowiedzieliśmy się, że opuścił Szczecin nie ustalając tego z klubem. Kontrakt został rozwiązany, a Rosario obciążony karą. Swój niespodziewany wyjazd tłumaczył względami rodzinnymi. Więc jeśli rzeczywiście tak było, to w sumie nie mam mu za złe. Nie to, że byłem członkiem Ligi Polskich Rodzin, jednak uważam, że rodzina to sprawa, przy której reszta się nie liczy. A jeśli chodzi o sprawy, które się nie liczą. To wśród wielkich koszykarskich lig świata, nie liczy się liga Portoryko. Rodzima dla Rosario. To w niej postanowił dokończyć sezon. Jak widać z całkiem dobrymi wynikami:

mike
Żródło: http://www.leonesponcebsn.com/

Nie każdy ma to szczęście, że bliskich ma… blisko siebie. Już w czasie pierwszoligowych rozgrywek, gdy Wilki okupowały halę SDS takim komfortem mógł cieszyć się Marcin Flieger. Jego rodzina zwykle dzielnie kibicując w pierwszych rzędach była niemal na wyciągnięcie ręki. Myślę, że to wpływa na łatwiejszą aklimatyzację. Widać, że ten zawodnik pochodzący z „zaprzyjaźnionego” Poznania, czuje się u nas dobrze. Co przekładał na parkiecie. Czasami aż cisnęło się na usta pytanie: co on robił w I lidzie? Jego punkty w ostatnich sekundach zapewniły nam zwycięstwo z Asseco. Były też mecze, w których był jednym rozgrywającym drużyny i mimo zmęczenia nie chciał odpuścić ani jednej minuty. Ciężar gry do końca brał na siebie, gdyż no nie oszukujmy się, Cashmire Wright nie sprostał pokładanym w nim nadziejom.

Warto też wspomnieć o Vitalym Kovalence, który mam wrażenie również dobrze poczuł się w Szczecinie. On też przypomina, że koszykarze to przede wszystkim ludzie. Można było odnieść wrażenie, że w codziennym życiu, nie była mu obojętna sytuacja, która miała miejsce w jego ojczyźnie – Ukrainie.  Jednak zostawiał te problemy w szatni, a na parkiet zabierał ze sobą serce do gry.

Oboje z Fliegerem stanowią nie tylko udany duet na parkiecie, ale podobno interesuje się już nimi Tarantino i odlicza czas do zakończenia kariery obu:

YouTube Preview Image

Nie sposób opisać wszystkich zawodników. Ale trudno nie wspomnieć o Trevorze Relefordzie, najlepiej punktującym i świetnym rozgrywającym. Do tego podobno bywalcem najlepszych kebebowni w Szczecinie (niestety on też uległ kontuzji). Wybitny tekst o nim popełnili chłopaki z ofens!co.

Gdzieś obok kosza.

Jest jeszcze jeden gość, który zrobił oszałamiającą karierę. To nasza maskotka Kinguś! Nie wiem kto skrywa się pod tym przebraniem, ale gdyby kiedyś powstała wyższa uczelnia dla maskotek, ten człowiek mógłby w niej wykładać. I to z tytułem profesora.

Gdzieś jeszcze dalej.

Sezon koszykarski to nie tylko drużyna z Twojego miasta. To liga w którą wsiąkasz. I nim się zorientujesz jesteś w stanie wymienić z pamięci wszystkie pierwsze piątki. Jedną z drużyn, którą gdzieś tam obok polubiłem to Asseco Gdynia. Za trenera Dedka. Za niebanalną mieszankę młodości i doświadczenia. Za słuchawki Beats na uszach A.J. Waltona.

Fajnie było zobaczyć jak nasi odrabiają straty i biją się jak równy z równym ze Stelmetem. Drużyną, która przecież obfituje w gwiazdy. Zobaczyć w akcji Koszara, Robinsona, Hosleya to fajne przeżycie.

Wyżej użyłem słowa gwiazdy, ale to co najbardziej imponuje mi w znamienitej większości koszykarzy to skromność. Taki gość wygra mecz, rzuci 40 punktów i na pytanie o to, czy cieszy się z dobrej postawy w meczu zwykle odpowie:

„Grała cała drużyna, nie zrobiłem nic wyjątkowego, cieszę się, że mogłem jakoś tam pomóc”

Ale to sport i muszą być też antypatie. Ja też ją mam i jest nią Turów Zgorzelec. Troszkę za dużo arogancji, braku taktu. Collins uderzający Frasunkiewicza. Czyż żujący gumę w trakcie wywiadu… to wszystko się kumuluje. Do tego trener Rajkovic. który w swym poczuciu wyjątkowości powoli już chyba traci kontakt z bazą. Co udowodnił przedziwnym zachowaniem na konferencji pomeczowej u nas. Na pewno wpływ na taką, a nie inną reakcję z jego strony miał fakt, że ze sporą trudnością przyszło im zwycięstwo nad beniaminkiem ze Szczecina. W dodatku 27 punktów rzucił im Uros Nikolic, który sezon zaczynał jako człowiek Rajkovicia.

Chciałem krótko napisać o minionym sezonie. Chciałem, ale krótko się nie da. Bo to był sezon pełen emocji. I bez względu na miejsce w tabeli, w sercach kibiców Wilki Morskie będą okupowały pozycję numer 1! Pozostaję tylko być dumnym, że mamy w mieście ludzi, którym udało się tego dokonać. Za Was i za przyszły sezon trzymam kciuki!

***

Obrazek wyróżniający pochodzi z serwisu pixabay.com

O autorze

avatar

dczarnowski

Moje wpisy to takie Niebuszewo szczecińskiej blogosfery. Jeśli nie musisz - nie wchodź za głęboko. Nie doświadczysz tu pięknej polszczyzny, za to znajdziesz wiele skradzionych rzeczy. Kto wie? Może kiedyś należały do Ciebie.