Rekonstrukcja bitwy o Festung Stettin

26. kwietnia jest szczególnym dniem dla polskiego Szczecina. To właśnie w tym dniu 1945 roku został „wyzwolony”. Tak przynajmniej uczono w szkołach jeszcze w latach osiemdziesiątych. Pamiętam słowa z jakiejś szkolnej akademii „Szczecin zawsze był Piastowski i na wieki będzie!” Od tamtej pory sporo się zmieniło w naszej mentalności i postrzeganiu historii. Wiemy, że „nie do końca” Szczecin został wtedy wyzwolony. Wolimy świętować 5. lipca, natomiast o kwietniu pamiętamy coraz mniej. W zeszłą niedzielę na przedmieściach Szczecina odbyła się rekonstrukcja ostatniej bitwy o Szczecin. Myślę, że jest to dobry moment do przybliżenia tej historii, a przy okazji pretekst do napisania jeszcze kilku artykułów o przemianie Stettina w Szczecin.

Do 1939 roku Szczecin leżał na lewym brzegu Odry. Obecne prawobrzeżne dzielnice były podmiejskimi wioskami, natomiast Dąbie – prowincjonalnym miasteczkiem. Odra stanowiła największą i ostatnią przeszkodę przed zdobyciem Berlina od wschodu. W wyniku prób sforsowania rzeki, najcięższe walki toczyły się już od marca właśnie na jej prawym brzegu. Stąd też zrujnowane między innymi: Goleniów, Dąbie, Gryfino… Najcięższe walki toczyły się w okolicach Siekierek i to właśnie tam nastąpiła przeprawa na drugi brzeg. Z dzisiejszej perspektywy możemy się tylko cieszyć z takiego obrotu spraw. Zrujnowane przez alianckie naloty miasto, byłoby zapewne całkowicie zrównane z ziemią. Decyzja niemieckiego dowództwa o przekształceniu miasta w twierdzę, której należało bronić do ostatniego człowieka, była dla Stettina przekleństwem. Na szczęście w tym czasie w mieście pozostała już garstka mieszkańców. Ostanie siły dywersyjne doprowadziły do zburzenia większości mostów i wiaduktów, co doprowadziło do paraliżu komunikacyjnego, którego skutki odczuwamy nawet współcześnie. Wtedy jednak nikt nie wiedział co się stanie z miastem. Według postanowień konferencji w Jałcie, granica polsko-niemiecka miała przebiegać na Odrze i Nysie. W takiej sytuacji Szczecin pozostać miał w granicach Niemiec. Dlatego też polska delegacja z późniejszym prezydentem Piotrem Zarembą została jeszcze w kwietniu wydalona i na jej miejsce powołano niemiecki zarząd z Erichem Wiesnerem jako burmistrzem. Jak wiemy sytuacja była niepewna aż do 5. lipca, kiedy to oficjalnie powołano polskie władze. Z pewną niepewnością żyło się Polakom do śmierci Józefa Stalina. Dopiero Nikita Chruszczow podczas wizyty w Szczecinie w 1959 roku potwierdził, że „nie odda” nas NRD…

Te burzliwe dzieje miały ogromny wpływ na losy naszego miasta. Niepewna sytuacja, naciski polityczne i niechęć społeczeństwa spowodowały, że mieszkańcy odwrócili się od Szczecina. W podświadomości starszych mieszkańców dalej tkwi niechęć do wszystkiego co „poniemieckie”. Wiele cennych budynków i pamiątek zostało bezpowrotnie zniszczonych z tego właśnie powodu. Pierwsze postkomunistyczne pokolenie próbuje przywrócić miastu jego blask. Niestety często jego siła, jaką dysponuje w wirtualnej przestrzeni, w zderzeniu z ponurą rzeczywistością okazuje się marna…

Jednak to już będzie tematem kolejnych artykułów. Teraz pora na krótką relację z Rosówka – z rekonstrukcji ostatniej bitwy o Festung Stettin. Organizatorzy – Studio Historyczne Huzar wraz z  Fundacją Pasje (pod patronatem władz Gminy Kołbaskowo) spisali się na medal. W widowisko „Ostatni przyczółek nad Odrą” zaangażowanych było ponad stu rekonstruktorów. Otoczenie, pojazdy i garderoba z epoki, a przede wszystkim efekty pirotechniczne pozwoliły widzom na znalezienie się środku wydarzeń sprzed 71 lat.

Zapraszam:

 

Widok z innej perspektywy dzięki Paulinie:

(foto: Paulina Budziak, http://destinyofcolors.pl)

YouTube Preview Image

(video: Grzegorz Olichwer, http://destinyofcolors.pl)

O autorze

avatar

Przemysław Budziak

Szczecin jest moim miastem - mieszkam tu od urodzenia. Oczywistym jest, że nie spędziłem tu całego swojego życia - uwielbiam poznawać nowe miejsca, a podróże są moim ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu. Zawsze jednak z uśmiechem wracam do mojego Szczecina. Ponieważ często mam przy sobie aparat fotograficzny, uwieczniłem wiele ciekawych momentów z życia naszego miasta. Na początku nie planowałem się nimi dzielić - trafiały do przysłowiowej szuflady. Jednak z biegiem czasu kiełkowała chęć podzielenia się z Wami moją wizją miasta - dołączenie do projektu Szczecin Aloud umożliwiło mi zrealizowanie tego pomysłu. Chciałbym wywołać w Was, Szczecinianach potrzebę wstania sprzed telewizora i wyjścia z domu. Udowodnić, że warto spędzać wolny czas w inny sposób. Pokazać zarówno rzeczy nieznane, ale i takie, które mijacie codziennie w drodze do pracy lub szkoły i nie zwracacie na nie uwagi. Chciałbym, żebyście zobaczyli, że można pochwalić się rodzinie, gdy przyjedzie do Was na wakacje, że mieszkacie w Szczecinie :)