Powroty

Kiedyś mówiłam, że nie wrócę. Po co miałam wracać? Ani pieniędzy, ani przyjemności. To nie to, co Las Vegas, czy Nowy Jork. Nie ma nawet takiej plaży jak w Polignano.

Ale wracałam, bo gdzie miałam zostać? Tu mam rodzinę. Psa, już drugiego, bo pierwszy zdechł ze starości. Jacyś znajomi, gdzieś tam piwo, opowieści jak źle i niedobrze, …bo pracy nie ma, bo głupia, bo mało płacą, bo zimno i siąpi… Chodziłam tymi ulicami. Na uczelnie, z uczelni. Do domu, na prawobrzeże. Rodła, Zgody, Sprzymierzonych yyy tzn. Szarych Szeregów. Wyszyńskiego. Korki na Struga, na Basenie. Drzewa. Zgniłe liście…

Wyjeżdżałam. Zawsze bez żalu. Wracałam. Zawsze z. Tak chyba ze cztery, a może nawet pięć razy.

Wróciłam znowu. Niezadowolona. Bo jak mogłoby być inaczej? Wiedziałam, że będzie zimno, że spotkam tych, których niekoniecznie chciałam widzieć. Że powiedzą mi to, co niekoniecznie chcę usłyszeć. Że będą patrzeć, pytać, obserwować… że kawa będzie niedobra, że niby kryzys, ze znów od początku. Byle do wiosny, byle do lata… a potem znów hop…. gdzieś w świat. Szukać siebie. Bo przecież tu się nic nie dzieje. Ot, taka wioska z tramwajami.

A te liście takie żółte w tym roku. Ten październik taki ciepły. Kupiłam buty, przed deszczem chroniące. Przygotowana na najgorsze. Ale nie pada.

Zaczęłam te moje spacery. Chodzę tymi ulicami, które zawsze kończą się przy jakimś rondzie! Taaak, wiem… Szczecin zbudowano na planach Paryża. I te wszechobecne liście, które pewnie zaraz zaczną gnić… taaak, wiem… Szczecin to miasto zieleni.

Bulwary gdańskie (gdyńskie?! A kto ich tam wie, pewnie zaraz zmienią nazwę!) zrobili… w końcu. Wyjeżdżałam, to się jeszcze pieprzyli. A tu ludzie chodzą już po nich. Nawet uśmiechnięci. Siedzą z twarzami zwróconymi w stronę słońca. Ja też siadłam. Doładuję akumulatory, pomyślałam. Jakiś Włoch robi gdzieś tam w centrum dobrą pizzę. I espresso na Jasnych Błoniach wyśmienite!

Jakoś mnie tak dopadło, znienacka. Sama nawet nie wiem kiedy. Zaczęłam myśleć (no nie, proces myślenia nie rozpoczął się u mnie w wieku 29 lat; mniemam, że odrobinę wcześniej…) zastanawiać się, analizować. Trochę już widziałam, nie za wiele oczywiście, żeby jeden z drugim urażeni się nie poczuli, że się wywyższam, albo jeszcze nie daj Boże chwalę! Jest wiele piękniejszych miast. Widziałam też większy bałagan, niż ten na polskich ulicach i w urzędach. Czułam większą chęć do życia, gdzieś tam daleko, gdzie słońce świeci przez CAŁE LATO. Poznałam bardziej uśmiechniętych ludzi. Jadłam lepszą pizzę, prawdziwe hamburgery, piłam lepsze wino… a jednak… wracałam.

I nadal wracam. I nawet serce mnie bolało w sierpniu, kiedy wszyscy byli TU, a ja TAM…

O autorze