Subtelność dźwięku.

8 kwietnia w Filharmonii im. M. Karłowicza odbył się koncert. Nieco inny koncert. Z cyklu „Virtuoso”, czyli innymi słowy- obietnica doskonałości, mistrzowskich interpretacji, „doskonałej techniki”, „wyrafinowanych brzmień” czy wreszcie- największych osobowości współczesnego świata muzyki. A jak było tym razem?

Vicotria Massey– mezzosopranistka. La Fenice, National Concert Hall (Dublin), Covent Garden… To tylko część teatalnych scen, na których występowała. Brzmi przekonująco? Fakt, że „to jeszcze o niczym nie świadczy”. Ale w tym przypadku świadczyło…

Jednak zanim mieliśmy okazję poznać bliżej głos śpiewaczki, orkiestra pod batutą Stefana Malzewa, wprowadziła nas w nastrój pierwszej części koncertu, wykonując Mozartowskie Maurerische Trauermusik KV 477 (479a). Początkowo nieco niepewnie, jakby zachowawczo. Jednak finalnie patetycznie i „królewsko”. Czy wzruszająco? Na pewno nostalgicznie i z delikatną dynamiką.

Po Mozarcie przyszedł czas na Mahlera i jego Kindertotenlieder. Cykl pieśni mówiących o przejmujących emocjach ojca po utracie (przedwczesnej) dwojga dzieci. I tutaj- oprócz orkiestry pojawia się także głos. Massey pokazała piękne brzmienie, zwłaszcza w środkowych rejestrach. Początkowo jej wysokie tony były nieco niepewne, jednak w miarę rozwoju utworu, nabierały blasku i jasności. Niestety, orkiestra swoją, momentami, zbyt podniosłą grą, zagłuszała najniższe i ciekawe rejestry śpiewaczki. Zwłaszcza okręt dęty, który chwilami pokrywał pełen subtelności i ciepłego, dobrze prowadzonego legato, głos. Momentami miało się wrażenie, że osobą, która interpretuje muzykę Mahlera jest, obok mezzosopranistki (której interpretacją miała w sobie wiele emocji i wrażliwego rozumienia idei kompozytora)- Malzew, a orkiestra gra „po swojemu”. Tekst tłumaczenia wierszy, wyświetlany nad scena niewątpliwie pomógł melomanom w zrozumieniu przekazu muzycznej historii, aczkolwiek nieco niespójności w orkiestracji momentami ten odbiór zakłócało.

Jednak pozostała jeszcze druga część koncertu- słynna Symfonia Pastoralna Beethovena (nr 6 F-dur, op. 68). I tuta już było nieco inaczej, jeśli chodzi o brzmienie orkiestry. Malzew zabrał nas w muzyczną podróż, pokazując wykreowany świat emocji kompozytora. I tak- w pierwszej części znaleźliśmy się na wsi, miejscu pełnym szczęścia, w interpretacji dyrygenta i muzyków- delikatności i nostalgii. Przemykając przez część II- „scenę nad strumieniem”- nieco bardziej ożywioną, lecz w dalszym ciągu- stonowaną i bardzo równą, dotarliśmy do części III- „wesołej wiejskiej zabawy”. Teraz trochę więcej ekspresji, wybijają się poszczególne motywy, zmieniają tematy muzyczne, dynamika narasta. Kulminacja następuje w części IV- w „burzy”. Tutaj, odchodząc już od subtelnej i wrażliwej gry, muzycy zabierają nas do krainy rozszalałej nawałnicy. Szybkie zmiany tempa, nagłe wyciszenia, urywane dźwięki… I znów powrót do „radosnych i dziękczynnych uczuć po burzy” (część V). Wyciszenie, równie subtelne i delikatne, choć nieco bardziej wyraziste niż początek dzieła.

Orkiestra pod batutą Malzewa interpretowała muzykę Beethovena w sposób dość wyjątkowy. Gra była pełna wrażliwości, melodia płynęła, nie dłużąc się, lecz bardziej wyrażając wiele subtelności brzmienia. Ciekawa, momentami sprawiająca wrażenie zachowawczej, interpretacja sprawiła, że dzieło potrafiło zaskoczyć słuchających- czy to nagłą zmianą tempa czy oryginalnym decrescendo. Malzew nadał brzmieniu dużo ciepła i miękkości, co spodobało się melomanom.  Pojawiły się również fragmenty, kiedy orkiestra nie brzmiała równo, trochę się „rozjeżdżała” brzmieniowo, jednak w odpowiednim fragmencie wszystko „wracało do normy”.  Kolejny koncert z cyklu „Virtuoso” pozostawił melomanów w delikatnym świecie Beethovena i ciepłego, mezzosopranowego brzmienia.

Fot.: str. Filharmonii im. M. Karłowicza

O autorze

avatar

Katarzyna

Moją największą pasją są ludzie i muzyka. Interesuje mnie opera i świat sopranów, koloratur, mezzo i altów. Ciągle na nowo odkrywam uroki szczecińskiej Opery na Zamku i poznaję nową Filharmonię. Ważni są dla mnie ludzie i ich problemy. Bardzo lubię słuchać, ale też i dzielić się wrażeniami, dyskutować, przybliżać innym moje pasje i poznawać ich punkt widzenia. Szczecin jest moim miastem. Mimo wielu wad ma też swoje zalety. Może nie jest ośrodkiem kulturalnym na mapie Polski (jeszcze), ale się stara. Potrafi mnie zaskakiwać i uczy cierpliwości. Chciałabym pokazać Wam jego (być może) mniej znaną- muzyczną stronę:)