Avishai Cohen Trio zagrali już na SMF

Kontrabas jest postrzegany, jako nudny i co gorsza – mało popisowy instrument. Z reguły na myśl o nim nie wpadają większości z nas do głowy wyobrażenia o szybkich solówkach i palcach pląsających po gryfie. Raczej na hasło: “KONTRABAS” przed oczami od razu ukazuje się kawał drewna, z którego owy muzyk wydobywa głęboki i denny dźwięk. Na szczęście nie ma w tym krzty prawdy. Dowody? Koncert Avishai Cohena i jego Trio 30 maja w szczecińskiej Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza.

Szczecin Music Fest Avishai Cohen
Szczecin Music Fest Avishai Cohen Fot. Przemysław Budziak

Kim jest Avishai Cohen? Na stronie Szczecin Music Fest umieszczono krótką notatkę na temat artysty:

Geniusz kontrabasu. Nagrywa dla legendarnej wytwórni Blue Note, jeden z najciekawszych i najbardziej rozchwytywanych muzyków jazzowych ostatniej dekady. Magazyn Down Beat nazwał go „wizjonerem gatunku” i „jedną z postaci otwierających jazz na nowe obszary”. Kariera artysty rozpoczęła się na dobre od współpracy z Chickiem Coreą. Poza współpracą z Coreą, Cohen nagrywał z wieloma gwiazdami jazzu, m.in. Bobbym McFerrinem, Herbie Hancockiem, Paquito D’Riverą, Danilo Perezem. Pierwsze autorskie projekty i nagrania pojawiły się w 1999r. Od tego czasu Avishai nagrał kilkanaście albumów i wystąpił na wszystkich liczących się festiwalach na świecie.

 

Co powinny zrobić osoby, które nie przyszły na koncert i dalej ślepo wierzą w utarte opinie na temat tegoż instrumentu? Zapewne uderzyć się kilka razy w pierś, bo jest czego żałować. Przede wszystkim Avishai Cohen Trio dało niesamowity popis mając do dyspozycji zaledwie trzy instrumenty: fortepian, perkusje i oczywiście – kontrabas. Z czasem najwyraźniej artyście znudził się kontrabas, skoro chwycił się za pałeczki perkusyjne i zaczął grac na… stoliku. Mało tego Avishai Cohen nie do końca się tym zaspokoił. Dlatego wraz ze swoimi kompanami zamieniali się instrumentami, dając tym samym wyraz swoich ogromnych umiejętności muzycznych i umuzykalnienia.

Co wartego komentarza było jeszcze poza ujmującą muzyką? Sam sposób bycia muzyków. Na scenie świetnie dogadywali się, wystarczyło mrugnięcie jednego z nich by ten drugi wiedział, co ma na myśli. Największe znaczenie tego kontaktu ujawniało się w momentach szaleńczych improwizacji, kiedy nie sposób było wybrać i skupi się tylko na jednym instrumencie. 

 

 

 

Kontrabas zgrywał się świetnie z fortepianem. Delikatne klawiszowe stuknięcia były dopełniane przez bas. Na plus zapewne wyszedł sam rozkład granych utworów. Dlaczego? Widownia miała możliwość wysłuchania zarówno szaleńczych i improwizowanych melodii oraz wyciszonych, powolnych i spokojnych instrumentalnych ballad.

Ku zaskoczeniu wszystkich najlepsze było na koniec. O czym mowa? Avishai Cohen zaprezentował również swój wokal – równie imponujący, jak sama gra na instrumentach. Całe trio wprowadzało sympatyczną atmosferę, a kontrabasistawtrącał krótkie komentarze pomiędzy utworami.

Na koniec wypada powtórzyć ostatni raz: BYŁO WARTO! Jeśli kolejne koncerty tegorocznego Szczecin Music Festu zapowiadają się z takim rozmachem, pozostaje tylko kupić bilet i odliczać dni do kolejnego wykonu, a następny już 31.05.2016 – HABIB KOITE. Więcej informacji znajdziecie na stronie SMF.

O autorze

avatar

Kamil Żółkiewicz

Interesuję się szeroko pojętą sztuką. Pasjonuje mnie muzyka – sam gram na gitarze – grafika komputerowa, animacja, film, literatura, oraz wszelkie sztuki plastyczne. Ponadto piszę dla wielu serwisów internetowych głównie zajmujących się kulturą oraz – wspomnianą przed chwilą – sztuką. Recenzje, które piszę – i nie tylko – są bliskie mojemu sercu wówczas, kiedy mam oceniać film animowany. To właśnie ten gatunek filmowy towarzyszył mi od najwcześniejszych lat mojego życia, przez filmy takie, jak „Gdzie jest Nemo”, czy „Potwory i spółka” zainteresowałem się głębiej samą kinematografia oraz grafiką komputerową, która coraz bardziej uzależnia od siebie współczesne kino. Chciałbym stworzyć przede wszystkim własny film animowany, więc zapraszam chętnych do pomocy! To właśnie animacja zapoznała mnie z komiksem, ona sprawiła, że skłoniłem się sięgnąć po swój pierwszy zeszyt komiksowy. A następnie sięgnąłem po książkę i w ten sposób zadomowiłem się w literaturze.